logologo

3 cechy, które blokują Polki w osiąganiu więcej w życiu - Podcast z Kamilą Rowińską RBC cz. 2

Druga część doskonałej rozmowy z Kamilą Rowińską 😊❤️

 

3 CECHY BLOKUJĄ POLKI W OSIĄGANIU WIĘCEJ W ŻYCIU! WYWIAD Z KAMILĄ ROWIŃSKĄ! PODCAST STREFA PRZEMIAN

https://www.youtube.com/watch?v=7B5SAbmBuT0&ab_channel=BartekSzemraj

BS: Bartek Szemraj

KR: Kamila Rowińska

Cześć, tu Bartek Szemraj, podcast Strefa Przemian, a już teraz zapraszam Cię na drugą część naszej rozmowy z Kamilą Rowińską.

BS: Powiedz mi – to kolejne pytanie, które bardzo często się zdarza – to może ja wcielę się w rolę takiej osoby: „Kamila, ja tak Cię oglądałam i Ty tyle rzeczy robisz, a mi się nie chce. Ja nie jestem taką osobą, żeby mi się tak chciało jak Tobie”. Czy Ty się zgadzasz z tym, że rzeczywiście trzeba być taką osobą już od urodzenia, że Tobie się chce takie rzeczy robić? Że w wieku 16 lat już zaczęłaś czytać te książki, w wieku 30 zaczęłaś pisać itd. Czy jednak każdy jest w stanie w sobie tę motywację znaleźć albo w ogóle zmienić jakiś 'mind set', podejście do tej motywacji, żeby nie czekać, aż ona zawieje i przyjdzie, tylko że jednak znaleźć chęć robienia rzeczy w sobie. Jak Ty to widzisz?

KR: Gdyby ktoś tak jak Ty powiedział do mnie właśnie: „Bo ja nie jestem tak jak Ty, bo ja nie umiem w sobie znaleźć tej motywacji itd.”, to bym zaczęła się zastanawiać, skąd pomysł, że musisz ją w sobie znaleźć. Skąd pomysł, że Ty masz być taki jak ja, że Ciebie ma kręcić to, co mnie kręci. 

Ja mam swoje wartości, jakimi jest m.in. rozwój. To jest moja wartość, która jest po prostu dla mnie kluczowa. Jak ja się nie rozwijam, czy to biznesowo, czy duchowo, czy towarzysko, czy w jakikolwiek inny sposób naukowy, to czuję, że usycham. Ale to nie musi być każdego wartość. Nie każdy musi mieć tak samo jak ja. Są ludzie, którzy tak nie mają i też są szczęśliwi. 

Moją inną wartością jest również rodzina, są przyjaciele, jest zdrowie, rozumiane jako zdrowie psychiczne i fizyczne, oraz piękno. Czyli jestem gotowa zapłacić za świeczkę pewnie więcej niż ileś tam ludzi, dlatego że po prostu dla mnie to jest ważne, żeby ona wyglądała tak, a nie inaczej. I to są moje wartości. A ktoś inny ma swoje wartości i będzie w stanie więcej zapłacić za jakieś super imprezowanie albo skoncentrować się, nie wiem na czym, na pieczeniu po prostu jakichś super ciast, bo to jest dla niego ważne. 

Najgorsze jest to, że większość ludzi, wydaje im się, że sukces jest jeden i ma jedno oblicze. Czyli że człowiek sukcesu to jest taki, który jest po prostu piękny, bogaty, ma żonę albo męża, ma dwójkę dzieci i psa, często podróżuje, no auto trzeba dobre mieć i nie wiem, co jeszcze. I drogi zegarek. I parę innych rzeczy. Tymczasem nie dla każdego to będzie oznaczało szczęście. Nie każdy się w tym odnajdzie i nie dla każdego to będzie sukces. Więc jeżeli komuś się nie chce po prostu robić tego, co mi, to znaczy, że on tak naprawdę tego nie pragnie. I poleciłabym mu odnaleźć jego własne pragnienia zamiast podążać za moimi. 

Bo ja np. kiedyś myślałam, że moim wielkim pragnieniem jest granie na pianinie. I byłam przekonana, że to jest moje wielkie pragnienie. Zapisałam się na lekcje itd. I robiłam te lekcje nawet, ale przy zmianie określonych warunków, czyli jak się przeprowadziłam z Belgii do Polski, to nie chciało mi się szukać nauczyciela tak na siłę. Jeden, drugi powiedział, że nie ma czasu i ja to zarzuciłam. I można by było powiedzieć, że jestem niekonsekwentna – tak ktoś by na skróty powiedział. A ja dłużej zastanawiając się, o co w tym chodzi, wiedziałam, że ja mam jakieś wyobrażenie, w którym uwielbiam muzykę, uwielbiam odgłos po prostu grającego pianina. Jeżeli to jest w domu, to już jest cudownie. 

I tak się akurat złożyło, że mój syn zaczął się uczyć grać na pianinie. Zupełnie przez przypadek – stało, zaczął się uczyć. I jemu to zostało. I mnie wystarcza to, że on gra. Ja w ogóle nie mam potrzeby się uczyć grać. Więc to nie było moje marzenie, żebym ja grała, tylko ogólnie, żeby otaczała mnie taka muzyka. I teraz każdy z tych ludzi musi sobie znaleźć odpowiedź na pytanie czy naprawdę to jest ich cel i ich historia po prostu, którą oni chcą realizować. Bo jeżeli przez dłuższą perspektywę nie mają, nie potrafią odnaleźć w sobie po prostu tej siły, to albo to jest sytuacja, w której mają niskie poczucie własnej wartości, nie wierzą w siebie i totalnie myślą, że to jest nie dla nich – i wtedy zapraszamy do terapeutów – albo to jest jakieś ich podglądanie części życia kogoś na Instagramie i złudne wyobrażenie, że to jest całość. No to jest kwestia, którą po prostu…jest złożona i trzeba ją dłużej przemyśleć.

BS: No tak, tak, tak, ale też bardzo fajnie o tym znowu powiedziałaś. Po prostu też pytam o to, bo czasami kobiety – faceci zresztą też – piszą właśnie, że „No ja nie jestem stworzony do tego, żeby ćwiczyć”, tak? No to jakby biorąc pod uwagę to, co teraz powiedziałaś, no to jednak nie jest dla nich aż taką wartością ta aktywność fizyczna, tak? No bo jednak jeżeli ktoś systematycznie trenuje, no to zdrowie jest jednak lepszej jakości, jakby to są fakty. Jeżeli nie ćwiczą, no to jak widać, nie wiem, oglądanie w tym samym czasie telewizji i odpoczywanie jest dla nich większą wartością. Więc tutaj znowu…

KR: Tak, albo też ból związany z tym, że nie ćwiczą, bo ludzi motywują 2 rzeczy: ból i przyjemność. I teraz tak: przyjemność – tak jak patrzę na ludzi, wiesz, jako coach, Ty patrzysz jako trener i widzisz ich na co dzień, a ja jako coach, kiedy patrzę na kogoś, kto zaczyna uprawiać sport,  to czasami jest to kwestia zdrowia, że ok, będę taki bardziej, wiesz, sprawny. Jak będę mieć 80 lat, to będę w ogóle, wiesz, po prostu super sprawnym człowiekiem. A czasami to jest jakieś wyobrażenie przyjemności – idę po plaży i po prostu wszyscy mdleją. 

I dla niektórych ten obraz, tej przyjemności, że idziesz po plaży i po prostu laski ściągają majtki przez głowę na Twój widok jest tak wyraźny i tak wielki, że ten człowiek tam, wiesz, co rano pije szejki i odżywia się, bo to pragnienie jest takie wielkie. A dla innych fajnie by było, gdyby ktoś się obejrzał, no ale bez przesady, żeby od razu wstawać rano i ćwiczyć z tego tytułu, to już nie, tak? Czyli nie chcą. Ta przyjemność nie jest taka ogromna. 

I z drugiej strony kogoś motywuje ból, czyli jak np. ktoś tyje i zaczyna widzieć, że nie mieści się w ubrania, ktoś robi jakieś takie głupie komentarze, wiesz, i wstydzą się np. siebie w sytuacjach takich intymnych albo wstydzą się pójść na basen, albo usiądą i, wiesz, brzuch się zbierze i sobie myślą: „O ja pierdzielę!” itd. To wtedy niektórzy się motywują i mówią: „Dobra, muszę coś z tym zrobić, muszę coś z tym zrobić”, bo to jest nie do zniesienia, taka sytuacja. I każdy jest stworzony do tego, żeby ćwiczyć. Przecież to jest nic innego, jak aktywność ruchowa, która nie musi być w dodatku zbyt skomplikowana – z mojego doświadczenia tak wynika. 

BS: No nie musi.

KR: Każdy może ją zrobić, nawet osoby przecież niepełnosprawne ćwiczą, chodzą na rehabilitację. Ja mam w swojej społeczności dziewczynę, Angelikę Chrapkiewicz-Gądek, która jest niesamowita i bardzo Ci polecam zaproszenie jej do tego programu, która ma od małego…od małego towarzyszy jej zanik mięśni. I Angelika, uwaga, ona czasami potrzebuje uprawiać tzw. fitness – bo ona nie chce go nazywać rehabilitacją – około 2 godzin dziennie. I to są bolesne treningi. Ale wykonuje je po to, żeby jak najdłużej móc pozostać po prostu przy zdrowiu. 

BS: Piękne, ale to też pokazuje właśnie, że trzeba robić rzeczy mimo czegoś i z drugiej strony smutne jest niestety to – ja mam takie przynajmniej wrażenie – że rynek jakby stworzył coś takiego, że ćwiczenia, bycie osobą aktywną fizycznie, jest modne. Że nie jest jakby czymś, co każdy powinien robić, żeby po prostu mieć lepszą jakość zdrowia, tylko to jest modne po prostu. Że jak ja np. wrzucam zdjęcie swojej sylwetki, to część ludzi uważa, że to wrzucam po to, żeby się pochwalić, że jestem szczupły, a ja wrzucam efekt swojej pracy i ewentualnie w ten sposób próbuję zmotywować do tej pracy nad sobą, sylwetką i zdrowiem innych. A cały czas jeszcze jest taka trochę narracja, że jak ktoś ćwiczy, to on jest modny, bo ćwiczy, bo chodzi na siłownię. Jakby to jest duża część, która powinna się zmienić. Aktywność fizyczna powinna być rzeczą, którą każdy powinien wykonywać. Coś jeszcze chcesz à propos tego dodać?

KR: Tak, dodałabym, że…myślę, że zarówno Twoja branża, jak również moja, bo oboje pracujemy teoretycznie w jednej, tylko Ty pokazujesz taki efekt, że wiesz, że człowiek jest pięknie wyrzeźbiony i że to ciało no naprawdę wygląda imponująco. Ja czasami pokazuję wyniki finansowe moich klientów. Tzn. no nie ich konta w banku, ale pokazuję, że ktoś daje radę. No jakby mam trochę trudniej niż Ty, co nie? Ale to pokazuję. I zwróć uwagę na to, że takie sukcesy ciężko jest czasami nam w Polsce przyjąć. A żeby powiedzieć: „Ok, nie mam tarki na brzuchu, tak jak Ty, ale to jest ok, że Ty ją masz, a ja jej nie mam, dlatego że być może ona nie jest dla mnie ważna, nie poświęciłem tyle czasu, co Bartek i ok. Ja jestem w porządku, on też jest w porządku, że po prostu tak o siebie zadbał”. Albo dla wielu osób jest to nie do przejścia, żeby powiedzieć: „Ok, no ta Rowińska, no po prostu jest skuteczna biznesowo, zarabia pieniądze, pisze książki, dużo pracuje. Po prostu no, no kurde franca jest skuteczna biznesowo”, co nie? „Ja nie jestem, nie chce mi się wcześniej wstawać, nie chce mi się tam, nie wiem, na jakieś szkolenia jeździć, ryzykować, inwestować. I jakby też w porządku, co nie? Mam to, co mam”. Tylko nie, musimy to po prostu gdzieś tam zmiażdżyć i powiedzieć: „A to kurczę skurczybyk, co nie? O niczym innym nie myśli, tylko o tym, czy będzie miał po prostu tarkę na brzuchu”.

BS: Tak, nic innego nie robię, tylko ćwiczę.

KR: Tak, jakby to było coś złego, żeby ją mieć. Ok, jeden po prostu jest na bieżąco, jeżeli chodzi o M jak Miłość, a drugi, wiesz, no spędził pół godziny na treningu. I to jest w porządku. No Ty wybierasz.

BS: Dokładnie tak, dokładnie tak. Boże, jakie to jest proste, jak się z Tobą rozmawia. Powiedz mi, przeprowadziłaś przez ostatnie lata setki, tysiące szkoleń. Na pewno masz dziesiątki tysięcy kursantów?

KR: Rocznie około 7 000 osób szkoliłam na żywo, jak nie było pandemii. Natomiast tak, cały czas mam po prostu regularnie szkolenia Kobieta Niezależna, szkolenia sprzedażowe, z budowania zespołu, z komunikacji asertywnej, z budowania pewności siebie czy też z maksymalnej produktywności. Więc nieustannie robię te szkolenia. Kilkaset tysięcy osób na przestrzeni lat zostało przeszkolonych. No i liczę na kolejne.

BS: Wow! I tego Ci bardzo, bardzo życzę. I powiedz mi, prowadzisz te szkolenia głównie dla kobiet. Kobieta Niezależna – ten koncept mi się w ogóle strasznie podoba. Jak tak podchodzą do Ciebie te panie na tych szkoleniach, piszą do Ciebie maile itd., to jakie byś wśród Polek – znowu do tego nawiążę – wymieniła takie 3 cechy, które najbardziej właśnie je spowalniają w rozwoju osobistym, w osiąganiu więcej. Co Twoim zdaniem najbardziej Polki hamuje?

KR: Zdecydowanie przekonanie, że są niewystarczająco dobre i że jakieś takie…Być może to jest kwestia wychowania, być może to jest kwestia tego, że edukacja nasza jest tak zbudowana, że Ci tylko na czerwono podkreślają to, co masz źle, a nie ma tego, co jest dobrze. Więc na pewno to im przeszkadza. Druga rzecz, no to są oczywiście taki perfekcjonizm chory już, który zakłada, że jak ona będzie idealnie po prostu przygotowana do czegokolwiek, to dopiero wtedy wystartuje. A jeżeli jesteś do czegoś idealnie przygotowana, to znaczy, że już jesteś trochę za – że tak powiem – rzeczywistością, bo świat pędzi i nigdy się idealnie nie przygotujesz. Nie nadążysz po prostu za tym. 

Bardzo często trzeba się uczyć w trakcie wielu rzeczy, a niektóre chciałyby to zrobić. No i nieumiejętność takiego delegowania, czyli dzielenia się zadaniami, oczekiwania od członków rodziny czy też w pracy, że będą coś robili. Kobiety w Polsce bardzo często chcą robić wszystko same, one najlepiej, nikt tego nie zrobi lepiej od nich, więc biorą za dużo po prostu na siebie. Myślę, że te 3 rzeczy mocno im przeszkadzają zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak o sukcesy zawodowe, o uczucie jaką jestem mamą, jaką jestem kochanką, jaką jestem partnerką czy żoną. 

Nie jesteśmy tak zbudowani. W sensie, ten mental polski jest taki „Bądź skromna, bądź cicha, nie wyrywaj się, masz dobrą sylwetkę, to się po prostu nie chwal, co nie? Co się chwalisz?”. Czyli takie cały czas odejmowanie sobie, zamiast przyjęcia swoich mocnych stron i bazowania po prostu na nich.

BS: Ten model edukacyjny, myślę, że też tworzy to, że wszyscy powinni być tacy sami, nikt nie powinien wychodzić krok przed szereg, tylko każdy powinien być taki sam, co potem właśnie z czasem wychodzi.  

KR: Albo zamiast…no mam 2 dzieci w szkole, jedno jest akurat w szkole Montessori, to młodsze, a starsze idzie teraz programem szkoły brytyjskiej. Moje dzieci nie chodziły do takiej typowo polskiej szkoły, wiesz, gdzieś tam na osiedlu, bo po to pracuję, żeby im tego oszczędzić. Sama wiem, że tego doświadczyłam i nie chciałabym tego dla nich. Jeżeli już coś mogę im kupić, no to chociaż jakoś lepsze samopoczucie w szkole. I widzę to, że np. w tym systemie brytyjskim mój starszy syn, tam koncentrują się bardzo mocno na jego talentach, na jego zasobach, na tym, co on chce rozwijać. 

I teraz jako, o mamo, jak to brzmi, 16-letni facet – mam 16-letniego syna – on koncentruje się po prostu na swoich zainteresowaniach, żeby przygotować się do egzaminu takiego GCSE, a nie na tym, żeby być dobrym z polskiego, z angielskiego, z francuskiego, z fizyki, z historii, z geografii i tam nie wiem, co tam jeszcze było wtedy, kiedy ja miałam się uczyć, tak? Wtedy musiałeś być po prostu taki od linijki w każdym przedmiocie i jeżeli coś Ci nie szło, to miałeś to rozwijać, a jeżeli w czymś byłeś świetny, no to super.

BS: Jak na taki temat rozmawiamy, to ja mam przed oczami takie bardzo popularne zdjęcie w internecie, że na starcie stoi małpa, słoń, ryba i pies i wszyscy mają za zadanie jak najszybciej wejść  na drzewo. I tak mniej więcej tak samo wygląda właśnie w szkole, że jakich umiejętności nie masz, masz się uczyć tego samego, co inni.

KR: Dokładnie.

BS: Mam nadzieję, że ten system szkolnictwa też zostanie spopularyzowany w takim razie i w naszym kraju, ale nie wiem, czy się na to zapowiada. Powiedz mi tak. Mam panią, która chce zacząć zmianę. Przesłuchała naszą rozmowę, mówi: „Kurczę, obejrzałam tą Rowińską, no jest niesamowita, ja chcę tak jak ona”. Jak Twoim zdaniem powinna zacząć?

KR: Możemy jej polecić lektury, ale wiem, że to będzie wymagało czasu i inwestycji, więc myślę, że na początek bezpłatny e-book „7 kroków do osiągania ambitnych celów” będzie świetny. Więc możesz go podpiąć dla swojej społeczności w opisie do wideo i będą mogły panie sobie go pobrać i będą tam mogły wykonać takie ćwiczenie, w którym chociażby najpierw popatrzą na swoje życie z lotu ptaka, wykonają koło życia, później zaczną wytyczać swój cel. 

Ja je przeprowadzę przez określone pytania, które pomogą im w tym, żeby sprawdzić czy ten cel w ogóle jest ich. Naprawdę ich. Czy im zależy, żeby to realizować, jak muszą się do tego przygotować. Myślę, że to jest coś takiego, co jest na początek idealne. No a później oczywiście to już jest kwestia po prostu rozwoju poprzez czytanie książek, uczestniczenie w webinarach, oglądanie zarówno bezpłatnych materiałów, jak również też inwestowanie w siebie, ponieważ no musimy wiedzieć, że pewne kompetencje po prostu kosztują. Nie wszystko można zobaczyć w internecie za darmo, no i czasami trzeba będzie zainwestować. Jeżeli komuś będzie zależało, no to wtedy polecam albo kursy online, albo dołączenie na jakieś szkolenie. 

BS: Powiedziałaś, że trzeba zainwestować. Dla mnie to jest oczywiste, ale czasami mam wrażenie takie, że ludziom szkoda zainwestować właśnie w 2 rzeczy: rozwój, czyli np.w czytanie, w książki – już nawet nie mówię o kursach i szkoleniach – i w zdrową żywność. Nie wiem, czemu tak jest. 

KR: Tak. Wiesz co? Najbardziej – niektórym oczywiście, bo ja coraz częściej otaczam się ludźmi, którzy tego nie mają – ale tak, niektórym najciężej jest zainwestować tak naprawdę w siebie.

BS: Tak, dokładnie.

KR: Wiesz, dla nas kluczowa jest zdrowa żywność. Myślę, że nie wydajemy mało pieniędzy na jedzenie i jakby nie oszczędzamy na nim, ale to jest kwestia gdzieś tam jakichś priorytetów. Ja bym mogła dodatkowej kurtki nie kupić, mogłabym włosy sama sobie zafarbować po prostu, wiesz, albo z koleżanką jakąś pokombinować, żeby mi zafarbowała. Czy paznokcie sobie samemu tam wydziergać. Ale żeby znaleźć pieniądze na szkolenie, na książkę, na zwiększenie swoich kompetencji czy też na spotkanie z dietetykiem, jeżeli potrzebuję jakiegoś wsparcia w tej dziedzinie. Czy z trenerem. A są tacy ludzie, którzy wolą kupić kolejne buty albo coś innego po prostu jest dla nich ważne. I pytanie, co jest ich celem długoterminowym. 

Ja wykonuję trudny zawód. Fizycznie, dlatego że po prostu to krzesło jest bardzo częstym moim partnerem i jak prowadzę 8-godzinny warsztat na krześle, to domyślasz się, że potrzebuję po prostu wesprzeć się. Ja jako trener, po to, żeby wykonywać swój zawód lepiej. Pamiętam, że kiedyś poprosiłam trenera personalnego, który akurat wtedy jednocześnie był rehabilitantem, żeby zajął się mną, ale nie w kontekście tego czy ja po prostu będę wyglądać zaje*iście na plaży czy nie. Oczywiście lubię wyglądać zaje*iście na plaży, żeby nie było tutaj żadnych złudzeń. Tak, to jest świetne. Ale ja mu mówiłam: „Musimy tutaj zadbać o to, żebym ja była w stanie poprowadzić ten warsztat fizycznie. Np. 2-dniowe szkolenie, stojąc na nogach”. I on mówi: „Tak, Kamila. Trzeba popracować nad całym Twoim tym core, te wszystkie tam jakieś wewnętrzne mięśnie wzmocnić itd. 

Ja wiedziałam, że mój organizm jest moim narzędziem pracy i nie ma cudów. Ja muszę po prostu uprawiać sport nie tylko po to, żeby być po prostu miss basenu, tylko po to, żeby moje narzędzie pracy po prostu funkcjonowało, bo potrzebuję tego zdrowia. Tak samo jak potrzebuję mieć tutaj [w głowie] też poukładane.

BS: Dokładnie tak.

KR: I chodzić np. na superwizje, jeżeli jestem po jakichś bardziej zaawansowanych takich sesjach coachingowych czy doradczych, w których, no kurczę, potrzebuję, żeby ktoś na moim poziomie albo wyższym porozmawiał ze mną na ten temat. Jest to troska o siebie, a nie o to, czy będziemy robić na innych ciągle wrażenie.

BS: Super. Idziemy dalej. Weszłam w link w opisie tego filmu, pobrałam Rowińskiej „7 kroków”, zaczęłam je wdrażać. Minęły 3 tygodnie, jest sobota wieczór. No nie chce mi się. Po prostu uważam, że to jednak nie dla mnie. Mam dość. Mam moment słabości i mam ochotę odpuścić. Każdy ma te momenty. Co Ty proponowałabyś takiej osobie zrobić?

KR: Przede wszystkim, jeżeli to już jest niepierwsze podejście do realizacji Twojego celu, to prawdopodobnie wiesz, że może taki moment nastąpić. Więc nie ma co na etapie wytyczania celu udawać, że tym razem go nie będzie, bo będzie. I wiedzieć po prostu, że to są najnormalniej w świecie takie testy. Więc możesz się przygotować na ten test i np. być może na Ciebie działa to, że wykonujesz pewne ćwiczenia razem z koleżanką, z kolegą, z partnerem, partnerką albo że gdzieś podbijasz po prostu kartę i masz jakiś taki zewnętrzny bodziec, żeby do tego wyruszyć.  A może to jest ten moment, w którym potrzebujesz jeszcze raz przeczytać swoje notatki, bo to jest ważne, żeby notować w ogóle, ale odręcznie notować swoje notatki, zobaczyć swój cel albo zobaczyć: „Acha, dobra, tutaj czyha na mnie pułapka. Nie jestem aż taka głupia, co nie? Wiem, że to jest taka pułapka, wiem, że one czekają. Zrobię tyle, ile mogę. Nawet jeżeli to nie może być np. cały trening 40-minutowy czy godzinny, to ok, zrobię 10-minutowy. Ale zrobię. Wykonam jakikolwiek po prostu krok do przodu”. 

Jeżeli nie możesz pójść na całe zajęcia z angielskiego, na przykład, to ok, dobra, wykonaj przynajmniej po prostu 10 minut. Ale zrób. Tak, żeby nie zejść totalnie z tej ścieżki swojego rozwoju. Każdy ma trudniejsze momenty. Ja również mam trudniejsze momenty. Ja również mam momenty, w których czegoś mi się nie chce zrobić, coś zawalę, o czymś zapomnę, jestem zmęczona, przepracuję się totalnie, po prostu się zajadę w jakimś momencie. Nie zadbam o siebie i potrzebuję stanąć i powiedzieć: „Kamila, ogarnij się w ogóle, to była przesada”. I wtedy ja siebie osobiście…jakby łatwo mi wychodzi wybaczanie sobie po prostu. Ja się w ogóle nigdy nie oskarżam, nie mówię sobie: „Ale jestem durna” albo coś takiego. Leniem śmierdzącym. Tylko mówię: „Ok, dobra, nie poszło Ci to wczoraj najlepiej, więc pomyśl, co na następny raz możesz zrobić lepiej, jak sobie po prostu pewne rzeczy ułatwić tak, żeby na przykład znaleźć czas na ten trening". Albo jakąś inną formę znaleźć. 

Ja np. jestem taką osobą, która się szybko nudzi i potrzebuje różnych bodźców. Ja po prostu raz chodzę na jogę, raz chodzę na tenis, raz chodzę na jakieś treningi personalne, raz po prostu nie wiem, ćwiczę w domu, a raz zaczynam biegać nagle, ponieważ cały czas potrzebuję jakichś takich nowych doznań. I nie wyrzucam sobie, że tak mam, tylko akceptuję to i mówię ok, dobra, to teraz chodzę np. na zajęcia z tenisa. I wiem, że jest to dla mnie ekscytujące. Nabiegam się tam, nabiegam się za tą piłką i mówię ok, super. Np. wcześniej uprawiałam jogę, ale coś mi się stało, ze po prostu pomyślałam nie, ja już nie chcę chodzić, teraz będę grać w tenisa. I to jest w porządku. Czyli założyć, że to jest coś, co Ci towarzyszy całe życie i jeżeli nie możesz wykonać 100% planu, to wykonujesz plan minimum, ale go wykonujesz.

BS: Bardzo, bardzo fajne podejście. Naprawdę super. Powiedz mi – takie pytanie podsumowujące naszą dzisiejszą rozmowę – jak stać się kobietą niezależną?

KR: Przede wszystkim trzeba sobie to zdefiniować, co to znaczy być kobietą niezależną. Dla mnie kobieta niezależna – jako autorka książki mogę powiedzieć – to jest kobieta, która jest niezależna mentalnie i finansowo. Poprzez niezależność mentalną rozumiem zaufanie do siebie, podążanie za swoimi marzeniami. Jeżeli one tylko nieintencjonalnie ranią innych ludzi, to pozwalam sobie na to, aby słuchać siebie, pytać siebie, podążać za głosem – jak to zabrzmi – swojego serca, za swoją intuicją i swoimi wartościami. 

Czyli np. nawet jeżeli wszyscy mówią, że mam prawnikiem być, a ja marzę o tym, żeby być kimś innym, to posłucham tego. Nawet jeżeli wszyscy powiedzą mi, że mam mieć, nie wiem, krótkie włosy, a ja chcę zapuścić i dobrze się w nich czuję, to je zapuszczę. Nawet jeżeli wszystkie moje koleżanki po prostu zrobią sobie takie wielkie usta i powiedzą mi, że ja mam małe, a ja spojrzę w lustro i się sobie podobam z takimi, to powiem ok, takie mi wystarczą. Czyli bycie po prostu takim wewnątrz sterownym. A druga rzecz to jest bycie samodzielnym finansowo w kontekście takim, żeby móc przejąć odpowiedzialność finansową za siebie, jeżeli zajdzie do tego potrzeba. Ja pracuję zawodowo, mój mąż pracuje zawodowo. Oboje jesteśmy stabilni finansowo. Oczywiście razem budujemy naszą wartość jako rodziny finansowo, swój majątek wspólny, ale jednocześnie nie ma takiej sytuacji, w której ja musiałabym np. zostać w małżeństwie, dlatego że nie jestem w stanie sama siebie albo moich dzieci po prostu utrzymać, jeżeli zajdzie taka konieczność. 

I to, o co walczę od wielu lat przy pomocy książki „Kobieta Niezależna”, to właśnie o to, żeby kobiety przejęły odpowiedzialność za siebie mentalną, ale również finansową. Jak to zrobić? To jest długi proces. No bo jak wiesz i zarówno praca nad umysłem, jak również nad finansami wymaga pracy. Więc żeby tutaj nie przytłoczyć ilością zadań osób, które to oglądają, po prostu niech zaczną od pierwszego kroku. Niech pobiorą e-booka i niech rozpoczną swoją podróż, a później krok po kroku niech nastawią się na wieloletnią pracę i wieloletni rozwój. 

Ja cały czas się rozwijam, cały czas poznaję nowe obszary siebie. Jestem np. jako coach – bo jestem dyplomowanym coachem po laboratorium psychoedukacji – jestem np. po sytuacji takiej, w której przechodziłam grupę otwarcia, czyli taki wyjazd bardzo mocno rozwojowy. Polecam sobie wygooglować. Albo np. przez psychoterapię, po to, aby przepracować wszystkie…tzn. może nie wszystkie, bo wszystkich na raz to nigdy nie przepracujesz, ale przepracować niektóre kwestie, które gdzieś tam się odzywają np. z przeszłości. Także ten rozwój nigdy się nie kończy. I dobrze, ponieważ moim zdaniem urodziliśmy się po to, aby się po prostu przez całe życie doskonalić i realizować swoją życiową misję. Tak na zakończenie.

BS. Piękne. Mogę Ci powiedzieć, tylko to między nami niech zostanie, że też przeszedłem sobie już jeden etap psychoterapii i właśnie kolejnym miało być to, że pojadę na grupę otwarcia na kilka dni. I na razie to sobie zostawiłem na drugi kwartał tego roku. Bo Ty byłaś, tak? I polecasz?

KR: Tak, tak, tak. Byłam, polecam, natomiast po grupie otwarcia będziesz potrzebował 2 tygodni przynajmniej urlopu.
 

BS: Ok. 

KR: Tak, ponieważ no ta grupa otwarcia jest takim głębokim przeżyciem i oczywiście można wrócić do pracy, ale dobrze by było móc sobie pozwolić po prostu w tym czasie pobyć tylko i wyłącznie ze sobą. Czyli to musi być taki moment, w którym możesz zwolnić i poświęcić sobie tylko i wyłącznie czas.

BS: To bardzo cenne. Dobrze. Jeszcze na koniec kilka pytań od widzów. Ja zaraz sobie poszukam, a jedno pamiętam: jeżeli ktoś już sobie pobierze tego e-booka na 7 dni, to jaką książkę jako pierwszą z Twoich polecasz przeczytać i dlaczego?

KR: Jeżeli to jest ktoś, kto właśnie chciałby popracować nad tym, aby unikać zachowań uległych    albo żeby unikać zachowań takich manipulacyjnych, agresywnych, kłótni z innymi ludźmi, poprawić relacje, zbudować taki większy szacunek do siebie i nauczyć innych, w jaki sposób chcemy być traktowani, to tej osobie polecam, żeby przeczytała w pierwszej kolejności „Kobietę Asertywną”. Jako taką najważniejszą. 

Natomiast jeżeli ktoś jest na etapie właśnie takim, w którym chce się dowiedzieć, w jaki sposób pokierować swoją karierą, zainspirować się do takich aktywności bardziej biznesowych, lepiej zarządzać sobą w czasie, nauczyć się zarządzać swoim budżetem domowym, delegować zadania, przepracować swoje przekonania takie szkodliwe, które nam czasami towarzyszą i dotyczą tego, jak podchodzimy do pieniędzy i do sukcesu, to „Kobieta Niezależna” jest tą książką, która – uwaga – tutaj zawiera bardzo też ciekawe wywiady z kobietami innymi niż ja, wiadomo, które osiągnęły sukces zawodowy. Niektóre biznesowy, niektóre zawodowy i każda z nich zrobiła to inaczej niż ja. 

Czyli nie chodzi o to, żeby wszyscy myśleli, że muszą być jak Rowińska, bo mogą być jak Edyta Kurek albo Basia Sołtysińska. Każdy jest inny i każdy ma swój sposób do tego, aby dojść do tego sposobu. Ale są pewne rzeczy wspólne które nas łączą, czyli determinacja, pokora, taka odwaga do tego, aby czasami zaryzykować, zainwestować w siebie, zaufać sobie i myślę, że jej można się po prostu od takich kobiet jak najbardziej uczyć.

BS: Super. I na koniec jeszcze 2 trochę prywatne. Czy to prawda, że wyprowadzasz się do Belgii? 

KR: Tak, to prawda, że wyprowadzamy się do Belgii w tym roku z rodziną. Czasami przychodzą takie momenty, w których cel, który się chciało osiągnąć, zostaje zrealizowany, ale później przez czynniki od nas już niezależne zostaje zniszczony. I przez wiele, wiele lat – ponad 7 – mój mąż przygotowywał się do tego, aby zostać pilotem linii lotniczych. Uczył się latać, być pilotem zawodowym. Później uczył się jak zostać pilotem Airbusa konkretnie. Został tym pilotem. Z tego powodu też przeprowadziliśmy się do Polski z Belgii, aby on, kiedy będzie więcej latał, żeby był w Polsce, ja żebym była bliżej swojego biznesu. Pandemia jednak spowodowała, że ta przygoda się zakończyła bardzo szybko. No i teraz możemy czekać na to, aż awiacja stanie na nogi. Nie wiem, na ile kto się ekonomią interesuje – przy najlepszych wiatrach, że tak powiem, to potrwa 5 do 7 lat. 

Nawet jeżeli loty wrócą po prostu jutro do normy, teoretycznie, no to zanim po prostu to wszystko pójdzie do przodu, no to jednak trochę minie. I to jest czas, który jest liczony w latach. Więc mamy do dyspozycji albo czekać, aż mój mąż będzie pracował jako pilot ponownie, albo ma pięknie prosperującą karierę w Komisji Europejskiej w Brukseli, w związku z czym może po prostu ją wznowić. Albo może zaczynać zupełnie od zera, jakąś, nie wiem, pracę wykonywać w Polsce, która go nie interesuje, nie jest w ogóle do niczego mu potrzebna i będzie tylko i wyłącznie kwestią zarabiania jakichś tam pieniędzy. 

No i biorąc pod uwagę całe dobro naszej rodziny, wszystkich po kolei, podjęliśmy decyzję, że jednak powrót do Brukseli w tych warunkach będzie najlepszy dla nas, jako dla rodziny. I też najlepszy dla niego, jako dla osoby, która w aktualnej sytuacji – tak empatycznie myśląc – jest najbardziej poszkodowaną, ponieważ to jego 7-letnia praca, ogromne marzenie, ogromne, za które płacił niesamowitą cenę, no po prostu poszło – poszło nie powiem, że z dymem – ale z pandemią. Z COVID-em. 

I może je rozwijać dalej, jeżeli będzie pracował zawodowo w Komisji. Będzie mógł po prostu w Charleroi latać hobbystycznie innymi samolotami. Więc tak, trudna decyzja. Bardzo trudna. Bardzo dużo od nas wymagająca. Nie każdy ją zrozumie – zdaję sobie z tego sprawę – no ale jednak wymaga tego, aby podjąć jakąś decyzję. I ja nie lubię takiego stanu zawieszenia i czekania, aż coś się wydarzy, bo nic się takiego nie wydarzy. Po prostu normalność, do której jesteśmy przyzwyczajeni, w najbliższym czasie nie wróci. I nie ma co się oszukiwać, że po prostu, nie wiem, jakoś w kwietniu czary się zadzieją. Nie wróci i trzeba stworzyć sobie nową normalność, więc my ją właśnie tworzymy. 

BS: Trzymam bardzo mocno kciuki i żeby też Twój mąż mógł jak najszybciej wrócić do tego latania i spełniać swoje marzenie. I drugie jeszcze pytanie: czy zrezygnowałaś z mięsa? 

KR: Tak, jakiś czas temu ograniczyłam jedzenie mięsa. Czasami pozwalam sobie gdzieś tam na spożycie jakiejś małej ilości, bo w kwestii mojej diety jest…najlepiej ja się czuję i najlepiej funkcjonuję, kiedy w takiej diecie – nie wiem czy to jest 100% dieta keto, czy to jest jeszcze dieta samuraja – natomiast jest ona na pewno niskowęglowodanowa. No i tutaj muszę się po prostu ratować jakimś białkiem bardzo, bardzo często. Natomiast tak, ograniczam bardzo mięso. Jeżeli już jakieś mięso jem, to jest to wołowina.

BS: Ok, dobra, wyjaśniliśmy. Czy masz na sam koniec jeszcze coś do dodania widzom? Coś jeszcze chciałabyś dodać, czego nie powiedziałaś?

KR: Tylko tyle, że trzymam kciuki. Trzymam kciuki za to, abyście będąc prowadzonym przez Bartka, pozostawali po prostu na swoim planie. I abyście pozwolili sobie na maniaczenie tych materiałów, które dostajecie. Ale nie takie bezmyślnie, tylko i wyłącznie, żeby tak oglądać, oglądać, oglądać, bo od tego podobno się ani nie chudnie, ani nie zdrowieje, ani nic się samo nie dzieje, tylko abyście regularnie wdrażali chociaż odrobinę tego, co słyszycie po prostu w każdym materiale. 

Ja, Bartek, widziałam wiele Twoich materiałów, które wyskakiwały mi kiedyś po prostu bardzo często na Instagramie. Pewnie poprzez moje zainteresowania Instagram pomyślał, że to by mogło być to. I dajesz bardzo dużo wartości, takiej wiedzy merytorycznej. Nie na zasadzie: „Jestem taki piękny, patrzcie jaki mam po prostu ładny brzuszek i w ogóle bądźcie jak ja, zróbmy teraz po prostu 10 pompek i 3 brzuszki”. Tylko uczysz ludzi w świetny sposób, w jaki sposób mają podchodzić po prostu do kwestii chociażby nawet swojej właśnie tej zdrowotnej przemiany czy odżywiania. 

Nie wszystko, co Ty mówisz będzie do wdrożenia dla początkujących z dnia na dzień, bo to jest za dużo, ale chodzi o to, abyście wdrażali to chociaż stopniowo. Po prostu jedna rzecz, którą jeżeli słyszycie, że trzeba zrobić, zrób tę jedną rzecz, a za jakiś czas przyjdź po drugą i po prostu wdrażaj te nawyki, nie oczekując od siebie, że jeśli się zbierało swoje złe nawyki szkodliwe przez ostatnie dekady, to nagle po prostu zacznie człowiek tętnić szczęściem i zdrowiem. 

Kwestia zdrowia, uprawiania sportu to jest coś, co ma nam towarzyszyć przez całe życie. To nie jest jakiś program, który rozwiniesz z Bartkiem i już w ogóle dobra, już spoko, co nie? Wracam do czipsów. Nie. To jest podróż przez całe życie. Więc ja, jak słyszę tylko, jak ktoś mówi, że jest na jakiejś diecie, to od razu się tak spinam i po prostu mówię…

BS: Tylko na 2 tygodnie przechodzę.

KR: Tak, tylko na 2 tygodnie. A później po 2 tygodniach po prostu czipsy, pączki i wszystko na raz w ilościach nie wiadomo jakich. Mówi się, że wszystko jest dla ludzi. Nie wiem czy to jest prawda, ale wiem, że liczą się proporcje. I kiedyś wiem, że jakby ktoś Ciebie zobaczył z Prince Polo, to by powiedział: „Kurczę, no, on przecież je Prince Polo, to ja też mogę”. Załóżmy, że by tak było. Miałbyś jakiś dzień na Prince Polo. Tylko ten ktoś musi pamiętać, że dla Ciebie to jest po prostu jedno Prince Polo na 3 lata, a dla innych to jest po prostu jedno Prince Polo na godzinę albo na dzień. I te proporcje są po prostu szalenie istotne. Także trzymam kciuki zarówno za słuchaczy, widzów, jak również za Strefę Przemian z Tobą na czele. Także bardzo kibicuję.

BS: My jeszcze raz bardzo dziękujemy. Ja jeszcze tylko dodam na koniec, że osoby, które przesłuchały to, powinny zostawić teraz komentarz z informacją, jedną lub wieloma, co zapamiętały z tego właśnie wywiadu z Kamilą. I z tych wszystkich osób, które zostawią komentarz, też Kamila podpisze specjalnie dla nich swoją książkę i tę książkę wyślemy. Także jak najbardziej piszcie komentarze, a my postaramy się na nie odpowiedzieć. 

Jeszcze raz Ci Kamila strasznie dziękuję, bo naprawdę nie ukrywam, że od kilku lat chciałem z Tobą porozmawiać, tylko ja jeszcze nie byłem gotowy. A teraz żeśmy się zdecydowali Cię zaprosić do rozmowy i jeszcze raz bardzo Ci dziękuję. I bardzo się cieszymy, że ta rozmowa się odbyła. Rozmowa była genialna, przynajmniej z mojej perspektywy. Mam nadzieję, że ludzie też w komentarzach dadzą znać, czy im się podobała.

KR: Super, dziękuję bardzo. Dziękuję. 

Pomogliśmy już tysiącom osób.
Dołącz do Strefy Przemian i zacznij swoją metamorfozę!!